No i jest patelnia, i to taka bez teflonu, jest skwar, żar i spiekota. W tak miłych okolicznościach przyrody i niepowtarzalnych, jedni robią się kapryśni, drugim plącze się język, a trzecim głowa wypełnia się dziwnymi myślami. Tak sobie więc pomyślałem, że jednak trzeba mieć w życiu przynajmniej jeden kaprys, chociaż malutki pozytywnie zabarwiony kaprysik. Najlepiej mieć ich sporo, ale oczywiście z zachowaniem pewnego umiaru, tak żeby potem ktoś, zwłaszcza ktoś na kim nam zależy, nie nazwał nas marudami, zrzędami, czy wreszcie widzimisiami (termin pochodzący od "widzimisię" - synonimu kaprysu). Chociaż akurat to określenie ładne jest i to aż tak, że uwaga uwaga, złożę teraz niespodziewanie na Waszych internetowych oczach publiczną deklarację: otóż jestem widzimisiem. Tak, mam swoje zachcianki oraz fanaberie, które lubię, szanuję i pielęgnuję. Uwielbiam mieć na przykład porządek w nutach i płytach... Nie najlepszy to może przykład, bo życie pokazuje, że potrafię się bez tego porządku obejść, nie natknąłem się bowiem na niego już od dłuższego czasu i to wcale jak zwykle nie jest moja wina. (Czy takie tłumaczenie się przed sobą również należy do jednej z głównych cech widzimisiów?) Takich fanaberyjek i kaprysiów mam na pęczki, dlatego ich Wam i sobie oszczędzę, prezentując do podziału tylko jeden pozytywny kaprys, który kojarzy misie... Ech, przegrzanie, brak spacji oraz ogonka i już człowiek musi się tłumaczyć, że misie takie Capriccio może i ze sobą skojarzy, ale tylko te znające się na dobrej muzyce organowej, siedzące wygodnie ze słuchawkami na uszach w swoich leśnych zakamarkach (w chłodnym cieniu!!!). W tym przypadku chodziło mi jednak bardziej o fakt kojarzenia przeze mnie tego utworu z okresem wakacyjno-pordóżniczo-odkrywczo-wypoczynkowym. W niejakiej Wikipedii pod hasłem muzycznego kaprysu nie znalazłem niestety nawet małej wzmianki o takim kanikularnym zabarwieniu. Stoi natomiast: "żywa improwizowana kompozycja instrumentalna", a widzimiś w towarzystwie upału napisałby raczej: "nieumarła spontaniczna instrumentalna mieszanka dźwięków". Oj tak tak, czas żeby wszystkie widzimisie zabrały pod pachy swoje kaprysie i wyruszyły hen hen daleko, by tam móc się nimi bez skrępowania cieszyć. Udanych wakacyjnych wybryków!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą capriccio. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą capriccio. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 19 czerwca 2012
Widzimisie i upalne kaprysie
No i jest patelnia, i to taka bez teflonu, jest skwar, żar i spiekota. W tak miłych okolicznościach przyrody i niepowtarzalnych, jedni robią się kapryśni, drugim plącze się język, a trzecim głowa wypełnia się dziwnymi myślami. Tak sobie więc pomyślałem, że jednak trzeba mieć w życiu przynajmniej jeden kaprys, chociaż malutki pozytywnie zabarwiony kaprysik. Najlepiej mieć ich sporo, ale oczywiście z zachowaniem pewnego umiaru, tak żeby potem ktoś, zwłaszcza ktoś na kim nam zależy, nie nazwał nas marudami, zrzędami, czy wreszcie widzimisiami (termin pochodzący od "widzimisię" - synonimu kaprysu). Chociaż akurat to określenie ładne jest i to aż tak, że uwaga uwaga, złożę teraz niespodziewanie na Waszych internetowych oczach publiczną deklarację: otóż jestem widzimisiem. Tak, mam swoje zachcianki oraz fanaberie, które lubię, szanuję i pielęgnuję. Uwielbiam mieć na przykład porządek w nutach i płytach... Nie najlepszy to może przykład, bo życie pokazuje, że potrafię się bez tego porządku obejść, nie natknąłem się bowiem na niego już od dłuższego czasu i to wcale jak zwykle nie jest moja wina. (Czy takie tłumaczenie się przed sobą również należy do jednej z głównych cech widzimisiów?) Takich fanaberyjek i kaprysiów mam na pęczki, dlatego ich Wam i sobie oszczędzę, prezentując do podziału tylko jeden pozytywny kaprys, który kojarzy misie... Ech, przegrzanie, brak spacji oraz ogonka i już człowiek musi się tłumaczyć, że misie takie Capriccio może i ze sobą skojarzy, ale tylko te znające się na dobrej muzyce organowej, siedzące wygodnie ze słuchawkami na uszach w swoich leśnych zakamarkach (w chłodnym cieniu!!!). W tym przypadku chodziło mi jednak bardziej o fakt kojarzenia przeze mnie tego utworu z okresem wakacyjno-pordóżniczo-odkrywczo-wypoczynkowym. W niejakiej Wikipedii pod hasłem muzycznego kaprysu nie znalazłem niestety nawet małej wzmianki o takim kanikularnym zabarwieniu. Stoi natomiast: "żywa improwizowana kompozycja instrumentalna", a widzimiś w towarzystwie upału napisałby raczej: "nieumarła spontaniczna instrumentalna mieszanka dźwięków". Oj tak tak, czas żeby wszystkie widzimisie zabrały pod pachy swoje kaprysie i wyruszyły hen hen daleko, by tam móc się nimi bez skrępowania cieszyć. Udanych wakacyjnych wybryków!
Subskrybuj:
Posty (Atom)