I znowu przedświąteczny szał zakupowy. Jedni z przyczepionymi długimi brodami jako święci Mikołajowie, drudzy z doklejonymi skrzydłami jako "aniołkowie", czy wreszcie trzeci "gwiazdorzący" - ale wszyscy zgodnie latający po sklepach wielkich galerii handlowych w jednym tylko celu - uszczęśliwienia najbliższych. Czasu coraz mniej, więc w cały ten proceder wkrada się pośpiech, który w połączeniu ze zdenerwowaniem wynikającym albo to z kończących się środków umożliwiających zakup, albo z niedostępności upragnionego towaru, tworzą efekt ogólnego zmęczenia. Przecież trzeba obdarowywać się czymś najlepszym i największym. I właśnie tym ostatnim jak zdążyliście się zorientować po tytule zajmiemy się dzisiaj.
Są największym muzycznym instrumentem, jaki kiedykolwiek udało się zbudować człowiekowi. Mają oficjalnie bagatela 33 tysiące i jeszcze 114 piszczałek (oficjalnie, bo podobno nie do końca wiadomo ile ich jest w rzeczywistości) składających się na 314 głosów i 7 manuałów. Są oczywiście wpisane na listę rekordów Guinnessa (obok największego organy te są jednocześnie najgłośniejszym instrumentem na świecie). Są także jednym z dwóch instrumentów na świecie posiadających 64-stopowy głos w sekcji pedałowej. Amerykańskie szaleństwo. Jeżeli kogoś nie przeraża możliwość ogłuchnięcia można sobie zafundować trochę Bacha z czarnej płyty:
Dlaczego z czarnej płyty? Bo są to największe organy na świecie, ale cały czas w odbudowie po huraganie, który w 1944 roku zniszczył znaczną część instrumentu. Zakończenie prac planowane jest na 2023 rok. To trochę za długo, żeby trzymać Was tutaj tyle czasu, dlatego przejdźmy od razu do największego, w pełni funkcjonalnego instrumentu (Wanamaker Organ), który jest w dodatku dość nietypowy. Dlaczego? Bo usytuowany jest w galerii handlowej. No i jesteśmy w domu. Mamy przed świętami dwa w jednym. Świąteczno - prezentowy i muzyczny ogrom, szaleństwo w zdwojonej dawce. Trochę mniej niż u poprzednika bo "tylko" 28 604 piszczałki, ale za to w 463 głosach, które w wybranym przez grającego zestawie będą umilać nam świąteczne szaleństwo zakupowe. Takie coś mogli wykoncypować tylko Amerykanie. (Na marginesie zastanawiam się czy dobór repertuaru może pomóc albo przeszkodzić w zakupie konkretnego produktu? "Czy te kolczyki w takim kolorze, lepiej mi leżą przy Bachu, czy może Widorze?") Posłuchajcie najpierw Franck'a w wykonaniu Daniela Rotha, a potem dla tych, co to mają czas przed świętami na słuchanie muzyki organowej wykonywanej na największych instrumentach tego świata, zapraszam na typowo świąteczny koncert z tego samego miejsca.
Osobiście wolę chyba nieco mniejsze instrumenty, zwłaszcza w innych niż centra handlowe i sale koncertowe miejscach. Moim zdaniem tylko instrumenty w kościołach mają duszę, której takim monstrualnym tworom trochę brakuje. Oczywiście można zobaczyć, posłuchać, zachwycić się tym ogromem, przełożyć to na pracę ludzi, którzy potrafili cały ten skomplikowany mechanizm ogarnąć i cały czas potrafią stroić oraz pielęgnować. Kosmos i szacunek. Ale nie dla mnie takie sztuczne powiększanie organów. I nie mówię, że najpiękniej brzmią tylko instrumenty mające nie więcej niż 15 głosów. Nie. Po prostu wolę, gdy instrument jest budowany - nazwijmy to - bardziej tradycyjnie, by od razu można było wyczuć duszę, doskonale zestrojone z miejscem unikatowe brzmienie, które potrafi zachwycić nie tylko ze względu na ogrom machinerii za nim stojącej, ale zwyczajnie ma w sobie to porywające "coś". A właśnie to "coś" bardzo często umyka nam w efekcie ubocznym nadmiarowości, ogromu, wielkości... Dokładnie w taki sam sposób, w jaki bardzo często zatracamy magię świąt. Życzę zatem, żeby ten czas radości nie przesłoniły Wam rekordy Guinnessa pobijane w kategorii największy prezent, najwięcej żarła, naj*, naj*, naj*...
A pod choinkę trochę świątecznego nastroju w wydaniu niepowiększonych organów:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Balbastre. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Balbastre. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 10 grudnia 2015
wtorek, 20 grudnia 2011
Świąteczne strojenie organów
To już trzecie Święta na tym blogu. Był świąteczny minimalizm, świąteczny maksymalizm, a jeszcze ani razu nie stroiliśmy organów. Taki stan rzeczy jest niedopuszczalny. Ale dzięki naszemu kochanemu językowi polskiemu organy możemy na szczęście stroić na kilka sposobów, uwzględniając podział na wykonywaną czynność oraz rodzaj tychże organów. Po pierwsze możemy zatem zawezwać fachowca, który przy pomocy swoich magicznych narzędzi, niczym magik wyreguluje wszystkie niedociągnięcia w sekcji głosów językowych (to taka przedświąteczna zabawa z [bagatela] nawet kilkuset piszczałkami - co oczywiście uzależnione jest od instrumentu). Po drugie możemy także stroić organy niedosłownie - czyli wieszając na piszczałkach trochę bombek, świątecznych zabawek i oczywiście girlandy. To również może być dla niektórych przyjemne zajęcie... tylko często wgramolenie się na samą górę może być kłopotliwe, a i walory estetyczne mogą okazać się w końcowym efekcie nieco wątpliwe. Po trzecie i to chyba dla nas przed świętami najważniejsze, możemy stroić wszystkie nasze wewnętrzne organy. Bo czy nie będzie przyjemnie, kiedy to nereczki będą funkcjonowały poprawnie, płucka będą oddychały pełną parą, a zadowolone serducho będzie nam wyznaczało poprawny rytm w naszej najpierw przedświątecznej, świątecznej i ostatecznie poświątecznej rzeczywistości? Oto co będzie nam zatem potrzebne do wykonania tego świątecznego strojenia organów:- szczypta zwolnienia tempa, zarzucenia zabiegania, odwleczenia w czasie wykonania niekoniecznie niezbędnych teraz czynności,
- garść radości i uśmiechu, ale takiego szczerego, a nie udawanego i przyklejanego na twarz, bo tego wymaga etykieta,
- odrobina czerwonego wina (to dla tego serducha), a jeżeli czujemy również, że podregulowania wymagają nereczki, możemy pokusić się na szklaneczkę grzanego korzennego piwka,
- wreszcie zestaw pielęgnacyjny dla duszy i umysłu - w tym roku polecam coś francuskiego, ale również z polskim akcentem:
1. Alexandre Guilmant w bardzo polskim wydaniu - Introdukcja i wariacje na temat polskiej kolędy "W żłobie leży".
Kilka spojrzeń na ten sam temat:
2. Claude Balbastre - Joseph est bien Marié.
3. Michel Corrette - Joseph est bien Marié.
4. Alexandre Guilmant - Joseph est bien Marié.
5. Louis-Claude Daquin - Noel sur les anches.
I na koniec ponownie coś polskiego:
6. Felix Nowowiejski - Fantazja polska.
Udanego strojenia, a potem spokojnych, radosnych i rodzinnych Świąt!
środa, 15 grudnia 2010
Lista jednego przeboju
Dawno dawno temu, tak dawno, że ja osobiście nie pamiętam, człowiek jako najmądrzejsza istota na tym świcie, dążąc od pokoleń do posiadania dosłownie wszystkiego (naj)lepszego od drugiego myślącego osobnika, wykoncypował wspaniały wynalazek i nazwał go po prostu "Listą przebojów", która w zamyśle miała służyć pomocą w doborze tego "lepszego". Zaraz potem, żeby nie było nudno, począł wdrażać w życie różne jej wariacje, pamiętając jednak o podstawowych zasadach listy: porównywania wszystkiego, co zazwyczaj daje się porównać. I tak oto najpopularniejszą obecnie listą jest ta dotycząca wszelakich utworów muzycznych. Dlatego też właśnie dzisiaj takową listę wykorzystamy, dokonując oczywiście wspomnianej wariacji. Jakiej?
Będzie to lista tylko jednego "przeboju", ale za to w różnych interpretacjach dokonanych na różnych instrumentach. Waszym zadaniem będzie ustalenie, kto zasługuje na miano zwycięzcy. Zapraszam zatem do wysłuchania organowych wersji doskonałego świątecznego utworu "Quand Jésus naquit a` Noël" skomponowanego przez Claude Balbastre (1724 - 1799) - francuskiego kompozytora, organisty i klawesynisty.
WERSJA 1
WERSJA 2
WERSJA 3
Ja już spełniłem swój obywatelski obowiązek oddając swój głos, a Ty?
Która wersja podoba Ci się najbardziej?
Będzie to lista tylko jednego "przeboju", ale za to w różnych interpretacjach dokonanych na różnych instrumentach. Waszym zadaniem będzie ustalenie, kto zasługuje na miano zwycięzcy. Zapraszam zatem do wysłuchania organowych wersji doskonałego świątecznego utworu "Quand Jésus naquit a` Noël" skomponowanego przez Claude Balbastre (1724 - 1799) - francuskiego kompozytora, organisty i klawesynisty.
WERSJA 1
WERSJA 2
WERSJA 3
Ja już spełniłem swój obywatelski obowiązek oddając swój głos, a Ty?
Która wersja podoba Ci się najbardziej?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
